Strategia

For­mat: tere­nów­ka

Czas trwa­nia: 1 godzi­ny

Licz­ba uczest­ni­ków: 20

Larp popro­wa­dzo­no na:

Marek usta­wił się na swo­im punk­cie. Teraz dopie­ro czuł jak się spo­cił. Cały czas zasu­wał i spraw­dzał skąd chcą nadejść ludzie Ogio­na. Był zwia­dow­cą. To ozna­cza­ło zaje­bi­ście dużo bie­ga­nia i pla­no­wa­nia. W koń­cu ktoś się poja­wił. Oce­nił siły…
— Skra­da­ją się górą… Dwóch sape­rów i puł­kow­nik – powie­dział cicho zwia­dow­ca. Razem z dwój­ką kapi­ta­nów skry­li się za zwa­lo­nym drze­wem.
— Nie może­my im nawet dać podejść ani zoba­czyć naszej bazy. Musi­cie zła­pać tych dwóch sape­rów. Jeże­li jakie­go­kol­wiek z was zła­pie ich puł­kow­nik, to przy­naj­mniej jeden saper będzie u nas w bazie.
— Dobra. Zła­pie­my ich. Muszą iść tą ścież­ką. Jest naj­ła­twiej­sza. Wte­dy my ich dorwie­my, ale ty leć do bazy i powiedz, by na dole cze­kał nasz puł­kow­nik, albo nawet gene­rał.
— Ok. – zwia­dow­ca pod­niósł się i cicho zbiegł po błot­ni­stej ścież­ce. Czuł, że ich dru­ży­na wygra…

Opis

Stra­te­gia to kla­sycz­na tere­nów­ka — czy­li wg defi­ni­cji obo­wią­zu­ją­cej na pół­no­cy Pol­ski — fabu­la­ry­zo­wa­na gra tere­no­wa, w któ­rej o zwy­cię­stwie decy­du­je nie tyl­ko inte­lekt, ale też spraw­ność fizycz­na.

W tej grze będzie­cie wcie­li­cie się w rolę żoł­nie­rzy dwóch wro­gich armii. Gra odbę­dzie się za dnia w lesie.

Poni­żej znaj­dzie­cie kom­plet zasad, spi­sa­nych przez Pio­tra Wider­skie­go na potrze­by kon­wen­tu Hard­kon 2007.

Ogólne zasady gry

  • Gra­cze podzie­le­ni są na 2 dru­ży­ny
  • Gra toczy się o zdo­by­cie praw­dzi­wej fla­gi dru­ży­ny prze­ciw­nej, ozna­czo­nej „OK.”. Jed­nak, aby nie było zbyt łatwo: kil­ka flag jest fał­szy­wych, są w nich scho­wa­ne „bom­by”.
  • Gra­cze w swo­ich eki­pach podzie­le­ni są na:

Woj­sko­wych:

  1. Gene­rał (1 na dru­ży­nę): Poko­nu­je wszyst­kich poza szpie­giem. Jest poko­ny­wa­ny przez szpie­ga.
  2. Puł­kow­nik (1 na 10 osób w dru­ży­nie): Jest poko­ny­wa­ny przez gene­ra­ła. Poko­nu­je kapi­ta­na, sape­ra, szpie­ga.
  3. Kapi­tan: Jest poko­ny­wa­ny przez puł­kow­ni­ka i gene­ra­ła. Poko­nu­je sape­ra, szpie­ga.

i Cywi­li:

  1. Zwia­dow­ca (1 na dru­ży­nę): Jest poko­ny­wa­ny przez gene­ra­ła. Niko­go nie poko­nu­je. Poko­nu­je go tyl­ko gene­rał. Cel: Wyba­dać, kto jest kim w prze­ciw­nej dru­ży­nie. Pla­no­wać ata­ki, ostrze­gać dru­ży­nę o posu­nię­ciach wro­ga.
  2. Saper: Jest poko­ny­wa­ny przez woj­sko­wych. Nie poko­nu­je niko­go. Jest jedy­ną oso­bą nie wyłą­cza­ną z gry po wzię­ciu nie­wła­ści­wej fla­gi (bom­by). Cel: łapa­nie flag.
  3. Szpieg (1 na dru­ży­nę): Jest poko­ny­wa­ny przez puł­kow­ni­ka i kapi­ta­na. Poko­nu­je gene­ra­ła. Cel: Zabić Gene­ra­ła

Walka

… Roz­gry­wa­na jest przez klep­nię­cie w ple­cy lub ramię. Po klep­nię­ciu oby­dwie oso­by ujaw­nia­ją swo­ją “pro­fe­sję”. Prze­gra­ny uda­je się do swo­jej bazy, gdzie odzy­sku­je życie i wra­ca do gry.

Woj­sko­wi (Gene­rał, Puł­kow­nik, Kapi­tan) o tych samych stop­niach, z prze­ciw­nych dru­żyn poko­nu­ją się rów­no­cze­śnie. Oby­dwie posta­cie uda­ją się do swo­ich baz.

Cywi­le (Szpieg, Saper i Zwia­dow­ca), przy spo­tka­niu z dru­gim gra­czem o tej samej pro­fe­sji — gra­ją dalej.

Nietykalność

Oso­by idą­ce ze zdo­by­tą fla­gą są nie­ty­kal­ne. Nie wal­czą z nikim. Muszą jak naj­szyb­ciej dojść do bazy i spraw­dzić czy zabra­ły praw­dzi­wą fla­gę „OK.” czy bom­bę. Moż­na to spraw­dzić jedy­nie w bazie.

Jeśli gracz wziął bom­bę, a nie jest sape­rem odpa­da z gry i musi pocze­kać do koń­ca run­dy. Życia utra­co­ne­go w ten spo­sób nie możesz odzy­skać wra­ca­jąc do bazy.

NIE MOŻNA PRZEKAZYWAĆ FLAG MIĘDZY SOBĄ !!!

Zwycięstwo

Jeże­li oby­dwie dru­ży­ny zła­pa­ły fla­gi z napi­sem „OK.” o zwy­cię­stwie decy­du­je to, któ­ra dru­ży­na szyb­ciej ją donio­sła. W prak­ty­ce: Jak usły­szysz ryk zwy­cię­skich gar­deł, to lepiej być w dru­ży­nie, któ­ra się drze!

Dru­ży­na Widła­ka cie­szy­ła się z wygra­nej. Jed­nak sta­ry Wło­chacz dobrze wie­dział, kto napraw­dę wygrał. Odcho­dząc z pola gry obró­cił się w stro­nę krza­ka jeżyn. Widła­ko­wi zda­wa­ło się, że ów uśmiech­nął się par­szy­wie”