Dobry wieczór. Czy ja… czy to naprawdę infolinia wsparcia? Przepraszam, nie byłem pewien, czy ktoś w ogóle odbierze w Wigilię. Dziękuję. Dziękuję, że pani jest.
(Pauza, wymuszony uśmiech)
Wiem, pewnie ma pani dziś mnóstwo takich telefonów. Ludzie płaczą, bo ktoś odszedł, albo bo są starzy… A ja? Ja właściwie sam sobie to zrobiłem. Tak mi się przynajmniej wydawało jeszcze tydzień temu.
Moi rodzice dzwonili w listopadzie. Mama już planowała menu, pytała, czy wolę pierogi z kapustą czy z soczewicą. A ja skłamałem. Powiedziałem, że nie mogę przyjechać, bo mamy „krytyczny projekt”, że nadgodziny są płatne dwieście procent, że muszę gonić target, żeby w styczniu dostać awans. Brzmiałem tak… profesjonalnie. Tak bardzo chciałem być kimś, kto jest zbyt zajęty na święta.
Prawdę mówiąc? Chciałem po prostu uciec przed tymi pytaniami o życie, o to, kiedy kogoś znajdę, o to, dlaczego wciąż jestem w tym samym miejscu. Myślałem, że praca mnie osłoni. Że biuro będzie moim schronem.
(Gorzko się śmieje)
I wie pani co? Wczoraj, o siedemnastej, kiedy wszyscy już wychodzili i życzyli sobie „wesołych bombek”, szef wezwał mnie do siebie. „Restrukturyzacja”, tak to nazwał. Dostałem wypowiedzenie i pudełko na moje rzeczy. Nawet nie pozwolili mi dokończyć tego „ważnego projektu”.
Więc teraz siedzę tutaj. Mam w lodówce mrożoną pizzę, bo przecież nie robiłem zakupów – miałem być w pracy, prawda? Patrzę na telefon i nie mam odwagi zadzwonić do mamy. Jak mam jej powiedzieć? „Mamo, okłamałem cię, żeby nie przyjechać, a teraz nawet nie mam tej pracy, którą wybrałem zamiast was”?
(Głos zaczyna łamać się)
Najgorsza w tym wszystkim nie jest strata wypłaty. Najgorsza jest ta cisza. Ta straszna, dudniąca cisza, która przypomina mi, że postawiłem na niewłaściwego konia. Że próbowałem zbudować swoją wartość na czymś, co skreśliło mnie w pięć minut za pomocą jednego podpisu.
Pani mnie słucha, prawda? Proszę tylko… proszę mi powiedzieć, że to się da jeszcze naprawić. Że jak jutro rano wsiądę w pierwszy pociąg i stanę w ich drzwiach, bez prezentów, bez tego awansu, o którym kłamałem… to że wciąż będzie tam dla mnie miejsce przy stole.
Bo ja po prostu… ja po raz pierwszy od lat nie chcę być „zajęty”. Chcę po prostu być.
Grudzień, rok 1994. Podczas gdy cały świat ogarnięty jest szałem zakupów, w małym biurze płatnej infolinii telefony nie przestają dzwonić. 1–900-XMAS-SPIRIT to gra święteczna przeróbka larpu CALL 1–900-PSY-CHIC. Larp o ludzkich tęsknotach ukrytych pod płaszczem świątecznej magii.
Jako jasnowidze na „gwiazdkowym dyżurze”, będziecie odbierać połączenia od zdesperowanych rodziców szukających zaginionych prezentów, samotnych dusz liczących na świąteczny cud i sceptyków, którzy chcą sprawdzić, czy naprawdę wiecie, co dostaną pod choinkę. Zostaniecie pracownikami infolinii (jak “Duch Przyszłych Świąt” czy “Wróżka Śnieżynka”), którzy za kilka dolarów za minutę muszą szafować nadzieją i mądrością. Będziecie także dzwoniącymi klientami, z których każdy niesie ze sobą cząstkę wigilijnego niepokoju lub nadziei.
Gra skierowana jest do fanów estetyki lat 90., nostalgii i kameralnych rozmów o tym, co w świętach najważniejsze (i najtrudniejsze). Idealna, jeśli chcesz poczuć ciężar słuchawki telefonicznej i spróbować odpowiedzieć na pytanie: “Czy w tym roku będę na liście grzecznych dzieci?”. Albo na bardziej skomplikowane pytania…