Strona główna » Larpy » Hatstall Homecoming 2022

Autor/zy:

Czas trwa­nia: 5 godzi­ny

Licz­ba uczest­ni­ków: 23

Larp popro­wa­dzo­no na:

Czte­ry pary oczu z fascy­na­cją wpa­try­wa­ły się w roz­wi­ja­ny rulon. Groź­ne bestie, ozda­bia­ją­ce nie­gdyś her­by pię­ciu domów Hat­stall, zosta­ły przez arty­stę hoj­nie obda­rzo­ne zaokrą­glo­ny­mi for­ma­mi, nie­na­tu­ral­nym ubar­wie­niem i ogrom­ny­mi ocza­mi. O ile abrak­san i demi­moz zacho­wa­ły jesz­cze odro­bi­nę god­no­ści, to nic nie mogło uspra­wie­dli­wić paste­lo­wej słod­ko­ści pro­mie­niu­ją­cej od kociąt­ka nun­du. Przy tym pucha­tym kosz­ma­rze zupeł­nie bladł zarów­no zez popieł­ka, jak i mania­kal­ny uśmiech sfinksa.
— Nie ma mowy! — par­sk­nę­ła pogar­dli­wie Nun­du, rzu­ca­jąc na biur­ko mie­nią­cy się wszyst­ki­mi bar­wa­mi tęczy pla­kat. — Zjazd absol­wen­tów Hat­stall, też mi coś. Jechać na koniec świa­ta do tej głu­szy, gdzie kie­dyś upchnę­ło nas Mini­ster­stwo, tyl­ko po to, żeby spę­dzić kil­ka­na­ście godzin w towa­rzy­stwie ludzi, któ­rych sta­ram się nie zauwa­żać na uli­cy? Nawet za górę gale­onów, nic z tego!
— A za dwie? — zain­te­re­so­wał się Sfinks, wczy­tu­jąc się uważ­nie w treść pla­ka­tu i wytrwa­le igno­ru­jąc Popieł­ka, któ­ry bez­wstyd­nie zaglą­dał mu przez ramię. — Obiek­tyw­nie rzecz ujmu­jąc, zjaz­dy absol­wen­tów jako takie bywa­ją oka­zja­mi wybit­nie nie­przy­jem­ny­mi. Tak przy­naj­mniej sły­sza­łem – popra­wił się, zanim któ­reś z kole­gów zdą­ży­ło mu wypo­mnieć to, że nigdy na żad­nym nie był. — Ale szcze­rze mówiąc, chciał­bym zoba­czyć, jak teraz wyglą­da nasza sta­ra szkoła.
— A ja poja­dę! — Abrak­san cały pro­mie­nio­wał entu­zja­zmem. — Poja­dę i wy też powinniście.
— Uwa­żam, że to kapi­tal­ny pomysł! — zawtó­ro­wał mu Popie­łek. — Jutro wyślę sowę po bile­ty. Zresz­tą co tam jutro, dzi­siaj! Widział ktoś moje pióro?
— Mój dro­gi – Nun­du zwró­ci­ła się do Sfink­sa, zupeł­nie igno­ru­jąc bar­dziej entu­zja­stycz­nych kole­gów. — Mogę ci powie­dzieć, jak wyglą­da nasza sta­ra szko­ła, nie musisz tam wca­le jechać. A wyglą­da tak samo, jak wyglą­da­ła każ­de­go, ale to każ­de­go dnia przez te pięć lat, któ­re tam obo­je spędziliśmy.
— A ja poja­dę! — powtó­rzył dobit­nie Abrak­san, zaklę­ciem przy­kle­ja­jąc pla­kat do ścia­ny. — W koń­cu to nasz obo­wią­zek. Dzię­ki Hat­stall jeste­śmy dziś tym, kim jeste­śmy, chy­ba może­my oka­zać odro­bi­nę sza­cun­ku i wdzięcz­no­ści, cho­ciaż­by w tak sym­bo­licz­ny sposób?
— A ty co o tym sądzisz? — spy­ta­ła Nun­du, nie żywiąc zbyt wiel­kich nadziei na to, że Demi­moz w ogó­le wie, cze­go doty­czy pyta­nie. W cią­gu całej tej roz­mo­wy nie ode­rwa­ła się prze­cież od swo­ich arcy­waż­nych tabe­lek ani na chwilę.
— O zjeź­dzie? — odpar­ła Demi­moz, uno­sząc gło­wę. — Mam bile­ty już od tygo­dnia, a co?
Wszy­scy zamil­kli. Przez gło­wę Sfink­sa prze­mknę­ła myśl, że dom, do jakie­go tra­fi­ło się w Hat­stall, napraw­dę kształ­tu­je całą póź­niej­szą oso­bo­wość. A może to oso­bo­wo­ści kształ­to­wa­ły dom? W każ­dym razie jego przy­ja­ciół­ka była praw­dzi­wym, stu­pro­cen­to­wym Demi­mo­zem. A na zjazd war­to poje­chać. W koń­cu gdzie indziej będzie mógł spo­tkać tyle cudow­nie logicz­nych Sfinksów?

Opis

Larp prze­no­si gra­czy do magicz­ne­go uni­wer­sum zna­ne­go z cyklu powie­ści o Har­rym Pot­te­rze pod koniec dru­giej deka­dy XXI wie­ku. Opo­wia­da o nie­unik­nio­nym roz­li­cze­niu się z prze­szło­ścią; zamy­ka­niu jed­nych drzwi i otwie­ra­niu nowych. Pod­no­si kwe­stię trud­no­ści w pod­ję­ciu decy­zji i zna­le­zie­niu odpo­wie­dzi na pyta­nie jak dłu­go war­to o coś wal­czyć, a w któ­rym momen­cie powie­dzieć “dosyć”, by móc ruszyć dalej.

Kom­plet infor­ma­cji o grze znaj­dziesz w DOKUMENCIE PROJEKTOWYM.

Inspiracje

Wbrew temu co może się wyda­wać na pierw­szy rzut oka, opo­wieść jaką zna­my z sied­miu powie­ści o Har­rym Pot­te­rze wca­le nie koń­czy się dobrze. Epi­log jest raczej gorz­ko-sło­d­ki. Owszem: Mrocz­ny Pan ginie. Więk­szość boha­te­rów, któ­rym kibi­cu­je­my, prze­ży­wa. Ale to koniec dobrych wia­do­mo­ści. Spo­łecz­ność cza­ro­dzie­jów przez kil­ka­na­ście ostat­nich lat żyła w zakła­ma­niu. Śmier­cio­żer­cy wciąż byli wśród nich, skru­cha więk­szo­ści z nich była jedy­nie na pokaz. Hogwart jest znisz­czo­ny, Dum­ble­do­re nie żyje, Mini­ster­stwo Magii jest w roz­syp­ce. Za rogiem histo­rii (o czym boha­te­ro­wie jesz­cze nie wie­dzą) czai się cyfro­wa rewo­lu­cja w świe­cie mugo­li. Za chwi­lę wszyst­ko skom­pli­ku­ją komór­ki, inter­net, media spo­łecz­no­ścio­we, smart­fo­ny.
Świat cza­ro­dzie­jów z pozo­ru wyda­je się lep­szy — a przede wszyst­kim prost­szy od nasze­go. Cza­ro­dzie­je są wol­ni od wie­lu mugol­skich bolą­czek. Różdż­ka i zaklę­cie roz­wią­zu­je wie­le banal­nych pro­ble­mów. Wystar­czy powie­dzieć lumos i mamy świa­tło, repa­ro i poła­ma­ne oku­la­ry znów są całe. Na pew­no jest też jakieś zaklę­cie na bała­gan w szu­fla­dach i sza­fie. Łatwi­zna, czyż nie?
W świe­cie mugo­li wła­śnie koń­czy się dru­ga deka­da XXI wie­ku. W dowol­nym momen­cie może­my skon­tak­to­wać się z każ­dym bli­skim czło­wie­kiem, obej­rzeć widok na uli­cę na dru­gim koń­cu glo­bu, na wycią­gnię­cie ręki mamy wie­dzę całej ludz­ko­ści, dostęp do całe­go dzie­dzic­twa kul­tu­ry. Tym­cza­sem wyda­je­my się nie pamię­tać do cze­go pro­wa­dzi nacjo­na­lizm i nie­to­le­ran­cja, co dopro­wa­dzi­ło do ludo­bój­stwa i okru­cieństw świa­to­wych wojen, na czym pole­ga­ją mecha­ni­zmy pro­pa­gan­dy, dla­cze­go wła­dzy opła­ca się dzie­lić spo­łe­czeń­stwo. Nie chce­my wie­rzyć naukow­com i wie­lu z nas nawet widok z samo­lo­tu nie prze­ko­nu­je do tego, że Zie­mia nie jest pła­ska.
Zada­je­my sobie pyta­nie: czy w świe­cie cza­ro­dzie­jów i cza­ro­dzie­jek jest tak samo? Czy oni i one umie­ją się uczyć na błę­dach, wycią­ga­ją lek­cje z bole­snych doświadczeń?

…czy koszul­ki z Vol­de­mor­tem są teraz cool?

Świat Gry

Jest praw­dą powszech­nie zna­ną, że żad­na nowo powsta­ła insty­tu­cja będą­ca w cen­trum zain­te­re­so­wa­nia publicz­ne­go nie może obyć się bez zna­ko­mi­te­go patro­na i odpo­wied­nio szum­nej nazwy. Nic więc dziw­ne­go, że led­wie w reor­ga­ni­zu­ją­cym się po Dru­giej Woj­nie Cza­ro­dzie­jów Mini­ster­stwie Magii padło pierw­sze sło­wo o utwo­rze­niu nowej szko­ły, natych­miast roz­po­czął się burz­li­wy dys­kurs. Z per­spek­ty­wy prze­szło dwóch dekad moż­na śmia­ło przy­pu­ścić stwier­dze­nie, że tak bła­ha spra­wa, jak nazwa tym­cza­so­wej szko­ły magii, któ­ra nie mia­ła i nie mogła zająć miej­sca Hogwar­tu, a jedy­nie prze­jąć jego funk­cje na czas odbu­do­wy, nabra­ła pierw­szo­rzęd­nej wagi na fali powo­jen­nej pro­pa­gan­dy. Gdy prze­glą­da się gaze­ty z tam­tych lat, nie­trud­no zauwa­żyć, że Pro­rok Codzien­ny dokła­dał wszel­kich sta­rań – rzecz jasna z czy­sto patrio­tycz­nych pobu­dek – by odcią­gnąć uwa­gę spo­łe­czeń­stwa od wszech­obec­nych znisz­czeń, gło­śnych pro­ce­sów zbrod­nia­rzy wojen­nych oraz pogłę­bia­ją­ce­go się kry­zy­su eko­no­micz­ne­go i demograficznego.

W obli­czu prze­dłu­ża­ją­cej się i cał­ko­wi­cie bez­owoc­nej dys­ku­sji, p.o. Mini­stra Magii K. Shac­kle­bolt, nie chcąc dopu­ścić do kro­ków tak absur­dal­nie kosz­tow­nych jak publicz­ny ple­bi­scyt, roz­wią­zał kwe­stię w spo­sób iście salo­mo­no­wy. Nowa szko­ła za jego spe­cjal­nym dekre­tem otrzy­ma­ła osta­tecz­nie nazwę Hat­stall, co w hogwarc­kim folk­lo­rze ozna­cza­ło z dawien daw­na ucznia, któ­re­go Sor­to­wa­nie zaj­mu­je Tia­rze Przy­dzia­łu pięć minut i wię­cej. I rychło w czas, bio­rąc pod uwa­gę, że szko­ła mia­ła zacząć swo­je funk­cjo­no­wa­nie lada dzień.

Rze­czy­wi­stość oka­za­ła się o wie­le bar­dziej pro­za­icz­na niż udu­cho­wio­ne dekla­ra­cje Mini­ster­stwa o zapew­nie­niu świe­tla­nej przy­szło­ści mło­de­mu poko­le­niu; cho­ciaż pla­ców­ka rze­czy­wi­ście zaczę­ła swo­je dzia­ła­nie w rekor­do­wym ter­mi­nie, przyj­mu­jąc zarów­no młod­sze rocz­ni­ki Hogwar­tu, jak i nowy nabór, to nie moż­na powie­dzieć, by mogła się mie­rzyć z Hogwar­tem pod wzglę­dem kadry, finan­so­wa­nia czy pro­gra­mu. Jak wie­le powo­jen­nych ini­cja­tyw rzą­do­wych, tak­że i ta opie­ra­ła się w dużej czę­ści na impro­wi­za­cji boga­tych raczej w entu­zjazm niż fak­tycz­ne doświad­cze­nie wolon­ta­riu­szy. Jed­nak­że dzię­ki ich nowa­tor­skie­mu podej­ściu pod­par­te­mu pro­fe­sjo­na­li­zmem resz­tek sta­rej hogwarc­kiej kadry uda­ło się stwo­rzyć coś uni­kal­ne­go: szko­łę nie­ob­cią­żo­ną tysiąc­let­nią tra­dy­cją, a przez to otwar­tą na nowe, coraz śmie­lej kieł­ku­ją­ce w spo­łe­czeń­stwie idee. I cho­ciaż rzecz jasna nie oby­ło się bez wpro­wa­dze­nia zna­jo­mej z Hogwar­tu struk­tu­ry domów – choć tym razem pię­ciu, nie czte­rech – to mło­dzież, mają­ca moż­li­wość współ­two­rze­nia szko­ły od pod­staw przez sie­bie i dla sie­bie, wyka­za­ła pod­ów­czas nie­spo­ty­ka­ną do tam­tej pory ini­cja­ty­wę, jeśli cho­dzi o two­rze­nie for­mal­nych i pół­for­mal­nych orga­ni­za­cji uczniow­skich, co zaowo­co­wa­ło ogrom­ną licz­bą mię­dzy­do­mo­wych klu­bów, kół zain­te­re­so­wań i bractw.

Ten stan rze­czy trwał przez pięć lat. I cho­ciaż Plan Edu­ka­cyj­ny Mil­le­nium, opra­co­wa­ny przez H. Gran­ger zakła­dał utwo­rze­nie na bazie Hat­stall niż­szej szko­ły magii, przy rów­no­cze­snym prze­kształ­ce­niu Hogwar­tu w insty­tu­cję na pozio­mie uni­wer­sy­tec­kim, to z momen­tem ponow­ne­go otwar­cia Hogwar­tu szko­łę natych­miast zamknię­to. Za taki obrót spraw odpo­wia­dał nagły wzrost wpły­wów par­tii kon­ser­wa­tyw­nej, któ­ra z przy­wró­ce­nia Hogwar­tu w sta­nie nie­zmie­nio­nym uczy­ni­ła idée fixe, z entu­zja­zmem pod­chwy­co­ną przez ogar­nię­te falą sen­ty­men­ta­li­zmu spo­łe­czeń­stwo.
Co pozo­sta­ło z Hat­stall po pięt­na­stu latach od jej zamknię­cia? Kil­ka budyn­ków i rze­sza absol­wen­tów, któ­rym przy­szło zmie­rzyć się z trud­ną powo­jen­ną rze­czy­wi­sto­ścią wła­śnie w tych murach.

Co będziemy robić?

Głów­ne wąt­ki gry będą krę­cić się wokół trzech tematów.

Turniej Domów

Na zapro­sze­niach roze­sła­nych do absol­wen­tów i nauczy­cie­li (oraz wszyst­kich innych osób zwią­za­nych z Hat­stall, któ­re były mile widzia­ne na zjeź­dzie) jako głów­ny punkt pro­gra­mu rekla­mo­wa­no Magicz­ną Olim­pia­dę Domów. To bar­dzo dum­na nazwa dla dość zwy­kłych acz uwiel­bia­nych przez wie­lu zma­gań cza­ro­dzie­jów. Wśród człon­ków komi­te­tu orga­ni­zu­ją­ce­go zjazd zna­leźć moż­na kil­ku zawod­ni­ków, któ­rzy swe­go cza­su dość wyso­ko zaszli w zma­ga­niach. Nic więc dziw­ne­go w tym, że tur­niej zawi­tał do pro­gra­mu zjaz­du. Miej­sca i cza­su wystar­czy na prze­pro­wa­dze­nie trzech kon­ku­ren­cji — o ile oczy­wi­ście nie zaj­dą nie­prze­wi­dzia­ne oko­licz­no­ści. Nagro­dą jest Prze­chod­ni Puchar Domów i Meda­lion Pri­mus­si­mus. Otrzy­ma go (na wła­sność na zawsze!) zawod­nik, któ­ry osią­gnie naj­lep­szy wynik indywidualny.

W histo­rii zma­gań (odby­ły się one do tej pory sze­ścio­krot­nie, ta edy­cja będzie siód­mą — pierw­szą po kil­ku­na­sto­let­niej prze­rwie!) Puchar czte­ro­krot­nie gościł w domu Spa­vi­nów. Raz uda­ło się go zdo­być Popieł­kom i Demi­mo­zom. Zapo­wia­da się więc ostra rywa­li­za­cja — Tufto­wie oraz Abra­ska­ny będę chcia­ły dowieść swej war­to­ści (wresz­cie!), zaś Spa­vin — wyż­szo­ści nad pozo­sta­ły­mi. Popieł­ki są nie­prze­wi­dy­wal­ne zaś Demi­mo­zy… Wszyst­ko może się zda­rzyć, jeśli uzna­ją coś za war­te wysił­ku.
Cha­rak­ter poszcze­gól­nych kon­ku­ren­cji trzy­ma­ny jest w ści­słej tajem­ni­cy i dostęp ma do nie­go jedy­nie piąt­ka Zaufa­nych — po jed­nym cza­ro­dzie­ju o nie­po­szla­ko­wa­nej opi­nii z każ­de­go domu.

Pod­su­mo­wu­jąc: zaan­ga­żo­wa­nie się w tur­niej domów to dobra opcja dla wszyst­kich, któ­rzy szu­ka­ją rywa­li­za­cji w kon­kret­nych ramach. Poszcze­gól­ne zada­nia będą mia­ły zróż­ni­co­wa­ny cha­rak­ter. Zmu­szą gra­czy do wysił­ku fizycz­ne­go, inte­lek­tu­al­ne­go i wysta­wią na pró­bę kreatywność.

Highschool Drama

Wie­lu przy­bę­dzie do Hat­stall z “moty­la­mi w prze­ły­ku”. Wia­do­mo — sta­ra miłość nie rdze­wie­je. Minę­ło wie­le lat. I wie­le pustych wie­czo­rów, w któ­rych czło­wiek żało­wał że jej, jemu “wte­dy nie powie­dział”. Nie przy­tu­lił, nie objął ramie­niem, nie skradł cału­sa. Nie popro­sił do tań­ca — nawet na ostat­nim balu koń­czą­cym ostat­ni rok szkol­ny w murach Hat­stall. Ależ to było głupie!

Zjazd jest więc oka­zją do tego, by odku­rzyć głę­bo­ko scho­wa­ne uczu­cia. Nie cho­dzi o to, by robić sobie jakieś spe­cjal­ne nadzie­je (cho­ciaż może tro­chę). Po pro­stu pew­ne rze­czy trze­ba zakoń­czyć, wyrzu­cić z sie­bie sło­wa, któ­re daw­no powin­ny być wol­ne. Po to by pójść dalej bez obcią­żeń, by wresz­cie nie patrzeć w prze­szłość, leczy w przy­szłość — cokol­wiek ona przyniesie.

Pod­su­mo­wu­jąc. Nie każ­dy lubi wąt­ki roman­tycz­ne. Nie trze­ba się w nie anga­żo­wać — w trak­cie gry będzie całe mnó­stwo innych rze­czy do robo­ty. Jeśli jed­nak lubi­cie grę opar­tą na głę­bo­kich rela­cjach, oso­bi­stych histo­riach, grę bar­dziej intro­spek­tyw­ną, raczej do wewnątrz niż na zewnątrz — ten larp dostar­czy wam ku temu oka­zji.
Poza tym — nawet jeśli nie prze­pa­da­cie za roman­sa­mi — nie wypa­da przyjść na bal bez rand­ki, prawda?

Świat u drzwi

Dla wie­lu daw­nych uczniów i nauczy­cie­li nie­spo­dzie­wa­ne zapro­sze­nie do Hat­stall sta­ło się pre­tek­stem do uciecz­ki od ruty­ny i codzien­nych pro­ble­mów. Zaska­ku­ją­ce, jak nie­wie­lu z nich zada­ło sobie pyta­nie: „dla­cze­go aku­rat teraz?” Nie była to żad­na okrą­gła rocz­ni­ca, nie wyda­rzy­ło się nic spek­ta­ku­lar­ne­go.
Ktoś orga­ni­zu­je zjazd — to super! Olim­pia­da – fan­ta­stycz­nie! Sta­rzy zna­jo­mi – nie mogę się doczekać!

Tym­cza­sem Hat­stall Home­co­ming to finał pro­jek­tu, nad któ­rym gro­no kil­ku cza­ro­dzie­jów pra­co­wa­ło od wie­lu mie­się­cy. Naj­bliż­sze dni zade­cy­du­ją, czy ich wysi­łek pój­dzie na mar­ne, czy też pozwo­li otwo­rzyć nową kar­tę w histo­rii. A raczej – zapi­sać pierw­sze lite­ry w cał­kiem nowej księ­dze. Ich dzia­ła­nia nie zosta­ły nie­zau­wa­żo­ne. Ktoś musiał się wyga­dać.
Mniej­szym pro­ble­mem są przed­sta­wi­cie­le pra­sy. Odkąd „Pro­rok Codzien­ny” stra­cił swo­ją domi­nu­ją­cą pozy­cję, kil­ka innych redak­cji toczy bez­względ­ną wal­kę o czy­tel­ni­ków… I moż­li­wość kształ­to­wa­nia ich świa­to­po­glą­du. Kil­ka gale­onów zmie­ni­ło wła­ści­cie­la i nagle wszy­scy zain­te­re­so­wa­li się nie­wiel­kim towa­rzy­skim spo­tka­niem. Spo­dzie­wać się moż­na kogoś z „Wie­czor­nych Poszep­tów”, „Gło­su Pokąt­nej” i „Cza­su Hogwar­tu”. No i przy­naj­mniej jed­ne­go przed­sta­wi­cie­la „Pro­ro­ka” , któ­re­go redak­cja wciąż nie chce zło­żyć bro­ni.
Więk­szym zmar­twie­niem są nie(za)proszeni goście. Widzia­no, jak do eks­pre­su wsia­dła mil­czą­ca gru­pa dam i jego­mo­ściów, ubra­nych tak cza­r­no-sza­­ro i nud­no, że mogą być wyłącz­nie pra­cow­ni­ka­mi Mini­ster­stwa Magii. Czy wysła­ła ich sama Pani Gran­ger? Jeśli tak – to po co? A może w ogó­le nie wie o ich podró­ży? Jeśli tak – na czy­je pole­ce­nie przy­je­cha­li? Cie­ka­we, jak uza­sad­nią swo­je przybycie?…

Kom­pen­dium wie­dzy o świe­cie Har­re­go Pot­te­ra: HARRY POTTER WIKI

Dla kogo jest ten larp?

Przy­sło­wie mówi, że “Jeśli coś jest do wszyst­kie­go, to jest do nicze­go”. Nie ina­czej jest z lar­pa­mi. Nie ma uni­wer­sal­nych sce­na­riu­szy. Zało­że­nia danej gry nie muszą speł­niać ocze­ki­wań każ­de­go. Poni­żej znaj­dziesz kil­ka suge­stii, któ­re mogą pomóc ci pod­jąć decy­zję, czy wziąć udział w tej kon­kret­nej grze — czy może lepiej ją odpuścić.

Zagraj, jeże­li:

  • jesteś znu­żo­ny / znu­żo­na swo­im życiem mugo­la i tęsk­nisz za odro­bi­ną magii;
  • nie masz nic prze­ciw­ko temu, że świat HP nie stoi w miejscu;
  • spra­wia ci fraj­dę współ­two­rze­nie więk­szej opowieści;
  • cenisz gry o wyraź­nej struk­tu­rze i har­mo­no­gra­mie wydarzeń;
  • podo­ba­ją ci się sce­na­riu­sze wypeł­nio­ne questa­mi i wyzwaniami;
  • lubisz gdy two­ja postać ma do wyko­na­nia kon­kret­ne działania;
  • do dobrej zaba­wy nie potrze­bu­jesz gęstej sie­ci pre­de­fi­nio­wa­nych rela­cji z inny­mi postaciami.

Odpuść, jeże­li:

  • sku­sił cię wyłącz­nie set­ting gry;
  • zale­ży ci na odgry­wa­niu kon­kret­nej posta­ci z uni­ver­sum Har­re­go Pottera
  • ocze­ku­jesz gry w ilu­zji 360°;
  • chcesz zagrać z powo­dów towarzyskich.

Powyż­szy opis zawie­ra jedy­nie pod­sta­wo­we infor­ma­cje o grze.
Kom­plet infor­ma­cji zosta­nie opu­bli­ko­wa­ny w Doku­men­cie Pro­jek­to­wym.

Lista wakatów

Wszyst­kie role, o ile nie posia­da­ją adno­ta­cji “Rola męska / żeń­ska) są unisexowe.

Kadra Hatstall

Tofty, dyrek­tor Hat­stall, dłu­go­let­ni współ­pra­cow­nik Mini­ster­stwa i cer­ty­fi­ko­wa­ny egza­mi­na­tor.
Rola męska.

Prak­tycz­nie każ­dy bry­tyj­ski cza­ro­dziej, któ­ry kie­dy­kol­wiek pod­cho­dził do jakie­go­kol­wiek egza­mi­nu magicz­ne­go, miał do czy­nie­nia z pro­fe­so­rem Toftym. Nie wyda­je się, aby ten się w ogó­le sta­rzał — chy­ba od zawsze był już sta­ry. Tajem­ni­cą obję­te jest rów­nież jego imię, miej­sce uro­dze­nia i ukoń­czo­na szko­ła magii. Ponoć Albus Dum­ble­do­re znał go już w cza­sach mło­do­ści, ale to rów­nież może być jedy­nie plot­ka. Mia­no­wa­ny przez Mini­ster­stwo na dyrek­to­ra Hat­stall, przy­jął nowy tytuł bez zachwy­tu, jed­nak­że nie omiesz­kał, korzy­sta­jąc z oka­zji, porząd­nie zre­wi­do­wać pro­gra­mu naucza­nia. Wywo­ła­ło to burz­li­we dys­ku­sje na temat magicz­nej edu­ka­cji jako takiej.

Ranve­er (Rani) Bhat­ta­cha­rya, szkol­ny mago­me­dyk, obec­nie opie­kun opusz­czo­ne­go kam­pu­su. Cza­ro­dziej mugol­skie­go pocho­dze­nia, Gryfon.

Po wie­lo­let­niej służ­bie peł­nio­nej przy Biu­rze Auro­rów Ranve­ero­wi nie impo­no­wa­ły żad­ne szkol­ne bolącz­ki. Jako zwo­len­nik zim­ne­go cho­wu uwa­żał zawsze, że miesz­kań­com Hat­stall przy­da­ło­by się wię­cej dys­cy­pli­ny. Ofia­rą jego gniew­nych tyrad bywa­li zarów­no ucznio­wie, jak i nauczy­cie­le. Zasa­dy bez­pie­czeń­stwa? Zaklę­cia ochron­ne pod­czas upra­wia­nia magicz­nych spor­tów? To dobre dla mamin­syn­ków! Magia jest w sta­nie poskła­dać każ­dą kość. A jeśli nie jest, to od cze­go jest Szkiele-Wzro? 

Lang­ston (Leno­re) Wooster, nauczy­ciel Zaklęć i Uro­ków, opie­kun Nun­du. Cza­ro­dziej pół­krwi, Krukon.

Lang­ston nie musi nawet otwie­rać ust, by oka­zać swo­ją wyż­szość inte­lek­tu­al­ną nad roz­mów­cą. Nie musi… Lecz chęt­nie tak czy­ni, bły­ska­jąc na pra­wo i lewo ponad­prze­cięt­nym inte­lek­tem i ostrym jak brzy­twa dow­ci­pem. Jego wyż­szość nie ogra­ni­cza się jedy­nie do sztu­ki kon­wer­sa­cji — w rze­czy­wi­sto­ści Lang­ston jest mistrzem każ­dej dzie­dzi­ny. I nawet by to poka­zał, ale mu się nie chce. Zbyt­nio ceni sobie wygo­dę, a na wysi­łek ma ostrą alergię.

Blan­che­flor (Blan­char­dyn) Legrand, Inkwi­zy­tor z ramie­nia Mini­ster­stwa, głów­na pomy­sło­daw­czy­ni i orga­ni­za­tor­ka zjaz­du absol­wen­tów. Cza­row­ni­ca czy­stej krwi, absol­went­ka Beau­xba­tons.
Rola żeń­ska

Jako Inkwi­zy­tor z ramie­nia Mini­ster­stwa Blan­che­flor Legrand spra­wo­wa­ła ści­słą kon­tro­lę nad każ­dym aspek­tem życia szko­ły. I cho­ciaż jej rola pole­ga­ła głów­nie na obser­wa­cji i pro­wa­dze­niu skru­pu­lat­nej doku­men­ta­cji, to nigdy nie omiesz­ka­ła ona dawać dobrych rad wszyst­kim wokół, czy tego potrze­bo­wa­li, czy też nie. Jedy­ną oso­bą, któ­rej uda­wa­ło się unik­nąć jej dobrych inten­cji, jest dyrek­tor Tofty, któ­re­go Blan­che­flor  od zawsze uni­ka­ła jak ognia.

Ken­na (Ken­neth) Sel­wyn, Mistrzy­ni Alche­mii, opie­kun­ka Abrak­sa­nów. Cza­row­ni­ca czy­stej krwi, Puchonka.

Pomi­mo naj­czyst­szej z czy­stych krwi Ken­na Sel­wyn nie­zbyt wpi­su­je się w obraz ele­ganc­kiej lady. Jej oso­bo­wość moż­na okre­ślić jako monu­men­tal­ną. Żad­ne inne sło­wo nie odda­je w peł­ni zbli­żo­nej do tara­na siły cha­rak­te­ru i magne­tycz­nej wprost aury, któ­ry chcąc nie chcąc wypeł­nia każ­de dostęp­ne pomiesz­cze­nie. Cał­ko­wi­cie odda­na swo­jej pasji, Ken­na  za nic ma sobie wybu­chy i eks­plo­zje. Szko­da tyl­ko, że Inkwi­zy­tor Legrand zawsze skru­pu­lat­nie liczy­ła pal­ce i koń­czy­ny uczniów, prze­kre­śla­jąc z góry co cie­kaw­sze eksperymenty. 

Niezapowiedziani Goście

Noel (Nora) Mil­ban­ke, prze­wod­ni­czą­cy dele­ga­cji Mini­ster­stwa Magii, czło­wiek o wyjąt­ko­wo boga­tym życio­ry­sie. Cza­ro­dziej pół­krwi i absol­went Hogwar­tu z domu Godry­ka Gryffindora.

Łatwiej było­by chy­ba wymie­nić te zaję­cia, któ­rych Noel Mil­ban­ke się nie imał, niż te, któ­ry­mi przy­szło mu się parać. Uczył w kil­ku szko­łach, w tym przez semestr tak­że w Hat­stall, pisy­wał do Żon­gle­ra, pro­wa­dził bada­nia nauko­we w Ame­ry­ce Połu­dnio­wej, zaj­mo­wał się tre­su­rą magicz­nych zwie­rząt, a przez kil­ka lat posia­dał nawet licen­cję Auro­ra. Z nie­wia­do­mych przy­czyn nigdzie jed­nak nie zagrzał miej­sca na dłu­żej. Mini­ster­stwo Magii ofi­cjal­nie odcię­ło się od jego poczy­nań kil­ka lat temu w atmos­fe­rze skan­da­lu. Nikt nie wie jed­nak, czym tak bar­dzo nara­ził się Mil­ban­ke, cho­ciaż dwa sło­wa niczym refren powta­rza­ją się w morzu plo­tek i domy­słów: “skan­da­licz­na nie­sub­or­dy­na­cja”. Poja­wie­nie się jego nazwi­ska na liście dele­ga­tów Mini­ster­stwa było praw­dzi­wym szo­kiem. Sam Mil­ban­ke odma­wia wszel­kich komen­ta­rzy na ten temat. Tak, zno­wu pra­cu­je dla Mini­ster­stwa Magii, odpo­wia­da z enig­ma­tycz­nym uśmie­chem. “Hat­stall to taki trud­ny temat, poroz­ma­wiaj­my. Musi­my roz­ma­wiać. Komu­ni­ka­cja to klucz do suk­ce­su. Ale może po tur­nie­ju! Czy moż­na obsta­wiać zakłady?”

Augu­stus (Augu­sta) Bab­ba­ge, dele­gat Mini­ster­stwa Magii, pra­cow­nik Depar­ta­men­tu Mię­dzy­na­ro­do­wej Współ­pra­cy Cza­ro­dzie­jów. Cza­ro­dziej czy­stej krwi, absol­went Hogwar­tu (jak­że by ina­czej!), dom Hel­gi Hufflepuff. 

Świa­to­po­gląd Augu­stu­sa Babbage’a opie­ra się na bar­dzo solid­nych fun­da­men­tach. Nie ma rze­czy bar­dziej bry­tyj­skich niż short­bre­ad, her­ba­ta i Hogwart. Nie ma więk­sze­go zaszczy­tu niż pra­co­wać dla Mini­ster­stwa Magii. Waha­dło cza­su prze­chy­lo­ne jest w stro­nę spra­wie­dli­wo­ści, sku­tecz­no­ści i… I oby pozo­sta­ło w tej pozy­cji. Dzię­ki ludziom takim jak Bab­ba­ge jest to moż­li­we. Błę­dy prze­szło­ści nie mogą się powtó­rzyć. Spo­łecz­ność cza­ro­dzie­jów, jeśli ma spro­stać wyzwa­niom nowych cza­sów, musi wycią­gnąć wnio­ski z daw­nych pomy­łek. Nale­ży zapro­po­no­wać nową jakość i przy­wró­cić blask takim poję­ciom jak honor, odpo­wie­dzial­ność, boha­ter­stwo. A, i jesz­cze naj­waż­niej­sze: roz­ka­zów się nie kwe­stio­nu­je. A już na pew­no nie oma­wia się ich z obcy­mi… Nawet wystę­pu­ją­cych w roli gospodarzy.

Pon­son­by (Paisley) Lamb, czło­nek dele­ga­cji Mini­ster­stwa Magii, for­mal­nie nale­ży do Służb Admi­ni­stra­cji Wizen­ga­mo­tu. Edu­ka­cję roz­po­czął w Hogwar­cie, od czwar­tej kla­sy na wła­sne życze­nie prze­nie­sio­ny do Durmstrangu.

Choć patrząc na jego chłod­ny, nie­mal­że odstrę­cza­ją­cy spo­sób bycia trud­no w to uwie­rzyć, to Pon­son­by Lamb odno­sił swe­go cza­su nie­ba­ga­tel­ne suk­ce­sy na polu dyplo­ma­cji. Fran­cja, Sta­ny Zjed­no­czo­ne, Chi­ny to tyl­ko naj­waż­niej­sze z pla­có­wek, gdzie go swe­go cza­su skie­ro­wa­no. A jed­nak wyda­je się, że bez żalu porzu­cił tę ścież­kę karie­ry, by zająć sta­no­wi­sko śred­nie­go szcze­bla w Mini­ster­stwie Magii. I to przy pro­jek­to­wa­niu zaklęć ochron­nych dla Azka­ba­nu, co trud­no nazwać pre­sti­żo­wym zaję­ciem. Szyb­ko jed­nak zaczę­to przy­dzie­lać mu coraz bar­dziej odpo­wie­dzial­ne zada­nia. Nic w tym dziw­ne­go. Pon­son­by Lamb, choć nie­lu­bia­ny, ma jed­nak ponadna­tu­ral­ny dar moty­wo­wa­nia pod­wład­nych wyłącz­nie za pomo­cą zim­ne­go, prze­ni­kli­we­go spoj­rze­nia. W Hat­stall poja­wił się w skła­dzie dele­ga­cji Mini­ster­stwa, ale na dobrą spra­wę nie wia­do­mo, jaką wła­ści­wie funk­cję w niej pełni.

Uczniowie i uczennice Hatstall

Abraksan

Cara­cal­la (Car­dea) Bur­ke, wil­ko­łak z wybo­ru, gwiaz­da roc­ka. Cza­ro­dziej czy­stej krwi, wycho­wa­nek domu Abrak­sa­na. Czło­­nek-zało­­ży­­ciel sto­wa­rzy­sze­nia Mago­wie Gai, a obec­nie dzia­łacz par­tii Dzie­ci Gai.

Pocho­dzą­cy z czy­sto­kr­wi­stej i czar­no­ma­gicz­nej rodzi­ny Cara­cal­la od naj­młod­szych lat szedł na prze­kór ocze­ki­wa­niom. Za cza­sów Hat­stall akty bun­tu w jego wyko­na­niu pole­ga­ły na posia­da­niu przy­ja­ciół wśród wil­ko­ła­ków, łama­niu wszyst­kich zasad, jakie tyl­ko dało się zła­mać i nosze­niu mugol­skich ubrań wąt­pli­wej kon­du­ity. Bycie bun­tow­ni­kiem sta­ło się dla nie­go spo­so­bem na życie — obec­nie Cara­cal­la jest front­ma­nem sie­ją­cej zgor­sze­nie gru­py “Wyją­ce Wil­ko­ła­ki”. Ich twór­czość łatwo roz­po­znać po abso­lut­nym bra­ku melo­dyj­no­ści i wie­lo­krot­nie prze­kro­czo­nej nor­mie prze­kleństw. Pra­ca nad nową pły­tą zmu­si­ła Cara­cal­lę do poszu­ki­wa­nia inspi­ra­cji na łonie przy­ro­dy. Nie wia­do­mo jed­nak, czy nie­mal­że dwu­let­ni pobyt w lasach ota­cza­ją­cych kam­pus Hat­stall przy­niósł jakie­kol­wiek efek­ty: pły­ty jak nie było, tak i nie ma.

Flo­ri­mond (Flo­ri­ne) Cado­udal, dele­gat Beau­xba­tons, nauczy­ciel Magii Defen­syw­nej tam­że. Cza­ro­dziej czy­stej krwi, w ramach wymia­ny uczniow­skiej z Beau­xba­tons spę­dził rok wśród Abrak­sa­nów, czyn­nie uczest­ni­cząc w dzia­łal­no­ści klu­bu Czy­sta Krew.

Flo­ri­mond Cado­udal nie miał z począt­ku ocho­ty porzu­cać swo­ich zajęć i jechać do zim­nej Anglii. Nawet poza rokiem szkol­nym nauczy­ciel Magii Defen­syw­nej ma peł­ne ręce robo­ty. Trze­ba spraw­dzić magicz­ne barie­ry ota­cza­ją­ce zamek, przy­go­to­wać mate­riał dla Klu­bu Dys­ku­syj­ne­go i napi­sać kolej­ną pety­cję w spra­wie rów­no­upraw­nie­nia magicz­nych ras. Na szczę­ście Flo­ri­mond uświa­do­mił sobie, że pod­czas zjaz­du będzie miał oka­zję zaob­ser­wo­wać repre­zen­ta­tyw­ny prze­krój magicz­ne­go spo­łe­czeń­stwa, co może być cen­nym doświad­cze­niem. Zresz­tą kto wie, może ktoś z jego daw­nych zna­jo­mych będzie skłon­ny pod­jąć temat reform, któ­rych tak bar­dzo potrze­bu­je magicz­na Europa?

Wal­ter (Wal­lis) Apple­bee, szef Urzę­du Nie­wła­ści­we­go Uży­cia Pro­duk­tów Mugo­li. Cza­ro­dziej pocho­dze­nia mugol­skie­go, wycho­wa­nek domu Abrak­sa­na, pre­zes Klu­bu Elik­si­rów oraz wice­pre­zes klu­bu Mugol­skie Specjały.

Wal­ter zapi­sał się zło­ty­mi zgło­ska­mi w histo­rii szko­ły. Jako jedy­na nigdy nie stra­cił ani jed­ne­go punk­tu i to bynaj­mniej nie dla­te­go, że nauczy­cie­le go nie zauwa­ża­li. Prze­ciw­nie wręcz, zawsze sta­wia­li go  za wzór i ocze­ki­wa­li, że zro­bi osza­ła­mia­ją­cą karie­rę. Tak się w pew­nym sen­sie sta­ło. W nie­zwy­kle mło­dym wie­ku Wal­ter został sze­fem Urzę­du Nie­wła­ści­we­go Uży­cia Pro­duk­tów Mugo­li, po czym dał wszyst­kim do zro­zu­mie­nia, że nie inte­re­su­ją go abso­lut­nie żad­ne per­spek­ty­wy awan­su. Pomy­śleć tyl­ko, że nauczy­cie­le wró­ży­li mu nie­gdyś karie­rę inno­wa­to­ra na polu Elik­si­rów czy nawet Alchemii…

Sfinks

Mari­gold (Mark) Pipe, wła­ści­ciel­ka pubu Bia­ły Wiwern. Cza­ro­wi­ca pół­krwi i zare­je­stro­wa­ny wil­ko­łak. Jako jedy­na w histo­rii Hat­stall otrzy­ma­ła tytuł Wyjąt­ko­wo Zasłu­żo­ne­go Człon­ka Klu­bu Eliksirów.

Mari­gold Piper cie­szy­ła się w Hat­stall ogrom­ną esty­mą nauczy­cie­li. Nie dla­te­go, żeby była pry­mu­ską; osią­ga­ne przez nią wyni­ki moż­na by uznać co naj­wy­żej za zado­wa­la­ją­ce.. Z nad­mia­rem rekom­pen­so­wa­ła to jed­nak opi­nia uczen­ni­cy orga­nicz­nie nie­zdol­nej do wplą­ty­wa­nia się w bój­ki, skan­da­le czy nawet zwy­czaj­ne sprzecz­ki. Kon­to Mari­gold pozo­sta­wa­ło kry­sta­licz­nie czy­ste… do skoń­cze­nia szko­ły. Wszy­scy byli zszo­ko­wa­ni, gdy grzecz­na pan­na Piper zosta­ła w tajem­ni­czych oko­licz­no­ściach wła­ści­ciel­ką loka­lu Bia­ły Wiwern, znaj­du­ją­ce­go się dokład­nie w poło­wie uli­cy Śmier­tel­ne­go Nok­tur­nu. Mówi się, że akt wła­sno­ści wygra­ła w śmier­tel­nie nie­bez­piecz­nym zakła­dzie, ale szcze­gó­ły po dziś dzień owia­ne są mgłą tajemnicy.

Ennis (Eno­la) Woodho­use, dzien­ni­karz Pro­ro­ka Codzien­ne­go. Cza­ro­dziej pocho­dze­nia mugol­skie­go, wycho­wa­nek domu Sfink­sa. Klub Być Jak Har­ry Pot­ter trzy­krot­nie przy­zna­wał mu nagro­dę im. Harry’ego Pot­te­ra, zare­zer­wo­wa­ną wyłącz­nie dla naj­wy­bit­niej­szych członków.

Samo imię Enni­sa Woodhouse’a wywo­łu­je dresz­cze u więk­szo­ści nauczy­cie­li Hat­stall. Rzad­ko bowiem tra­fia się uczeń tak cał­ko­wi­cie prze­ko­na­ny o swo­jej racji. Wobec tej pew­no­ści sie­bie i z pozo­ru logicz­nych, choć nie zawsze traf­nych argu­men­tów bladł wszel­ki sprze­ciw. Swe­go cza­su Ennis nale­żał do wszyst­kich moż­li­wych klu­bów, jed­nak dziw­nym tra­fem oka­zy­wa­ło się czę­sto, że inni człon­ko­wie nie zga­dza­ją się z jego wizją, co koń­czy­ło się zazwy­czaj dra­ma­tycz­nym zerwa­niem sto­sun­ków. I tyl­ko klub Być Jak Har­ry Pot­ter odna­lazł w zacho­wa­niu Enni­sa dowód na posia­da­nie przez tegoż nie­za­wod­nej intu­icji god­nej same­go Harry’ego Pottera.

Mil­ford (Mil­dred) Brec­ken­rid­ge, pra­cow­nik Urzę­du Nie­wła­ści­we­go Uży­cia Pro­duk­tów Mugo­li. Cza­ro­dziej pół­krwi, wycho­wa­nek domu Sfink­sa. Czło­nek klu­bu Mugol­skie Spe­cja­ły. Pomi­mo bra­ku odpo­wied­nie­go rodo­wo­du z suk­ce­sem spra­wo­wał funk­cję skarb­ni­ka klu­bu Czy­sta Krew.

Mil­ford Brec­ken­rid­ge nigdy nie nale­żał do osób skłon­nych do eks­cy­ta­cji. Już jako jede­na­sto­lat­ka cecho­wa­ło go opa­no­wa­nie wła­ściw­sze raczej komuś, kto ma lat sto jede­na­ście. Pomi­mo to nie mógł narze­kać w Hat­stall na brak przy­ja­ciół: prę­dzej czy póź­niej oka­zy­wa­ło się bowiem, że bar­dzo wygod­nie jest posia­dać w swo­im gro­nie kogoś, kto zawsze jest przy­go­to­wa­ny na wszyst­kie oko­licz­no­ści życia i do wszyst­kie­go pod­cho­dzi z iście bry­tyj­ską fleg­mą. Podob­ny tem­pe­ra­ment zna­ko­mi­cie sprzy­ja pasji Mil­for­da, jaką jest foto­gra­fia. I choć pre­fe­ru­je on kie­ro­wać swój obiek­tyw na dzi­ką przy­ro­dę, to popro­szo­ny z pew­no­ścią zgo­dzi się wyko­nać kil­ka pamiąt­ko­wych fotografii.

Nundu

Gar­field (Gar­de­nia) Sey­mo­ur, łamacz klątw i nego­cja­tor w Ban­ku Grin­got­ta. Cza­ro­dziej mugol­skie­go pocho­dze­nia, wycho­wa­nek domu Nun­du.  Dwu­krot­ny lau­re­at nagro­dy im. Harry’ego Pot­te­ra, zare­zer­wo­wa­nej wyłącz­nie dla naj­wy­bit­niej­szych człon­ków klu­bu Być Jak Har­ry Potter.

Gdy­by zapy­tać Gar­fiel­da Sey­mo­ura, od cze­go zale­ży suk­ces, odpo­wie­dział­by on, że w poło­wie od szczę­ścia, w poło­wie od pra­cy, a w 100% od umie­jęt­no­ści auto­pre­zen­ta­cji. Już jako dziec­ko Gar­field zaczął budo­wać swój imidż. Nie­ba­ga­tel­ny urok oso­bi­sty  w połą­cze­niu z aurą tajem­ni­cy i nut­ką nie­bez­pie­czeń­stwa powo­du­je, że nie da się go zigno­ro­wać. Przy­mio­ty te doce­ni­ły nawet nie­wzru­szo­ne z regu­ły gobli­ny, o ileż bowiem łatwiej jest zawrzeć korzyst­ny kon­trakt, gdy uwa­gę opo­nen­ta odcią­ga wabik w posta­ci impo­nu­ją­ce­go czarodzieja.

Pro­spe­ro (Pri­scil­la) Melvil­le, cza­ro­dziej czy­stej krwi, wycho­wa­nek domu Nun­du. Przed rzu­ce­niem szko­ły nale­żał do klu­bu dys­ku­syj­ne­go Czy­sta Krew.

Pro­spe­ro Melvil­le nigdy nie ukoń­czył Hat­stall. Nikt tak napraw­dę nie wie, dla­cze­go z dnia na dzień ten będą­cy cen­trum towa­rzy­stwa żywio­ło­wy mło­dzie­niec opu­ścił szko­łę. Od tam­tej pory słuch o nim zagi­nął… aż do teraz. Nie­spo­dzie­wa­ny powrót Pro­spe­ra do świa­ta cza­ro­dzie­jów wywo­łał praw­dzi­wą sen­sa­cję.  Plot­ka gło­si, że obec­nie miesz­ka on na Lazu­ro­wym Wybrze­żu i speł­nia się jako aktor w mugol­skich fil­mach. Trud­no się dzi­wić, że to wła­śnie Pro­spe­ro jest chy­ba naj­bar­dziej wycze­ki­wa­nym gościem zjazdu.

Debo­ra Smith, zastęp­czy­ni sze­fa Urzę­du Nie­wła­ści­we­go Uży­cia Pro­duk­tów Mugo­li. Cza­row­ni­ca czy­stej krwi, wycho­wan­ka domu Nun­du. To wła­śnie od niej wyszła ini­cja­ty­wa zało­że­nia klu­bu Dzie­dzicz­ki Her­mio­ny; przez pewien czas spra­wo­wa­ła rów­nież funk­cję pre­ze­sa klu­bu Mugol­skie Spe­cja­ły.
Rola żeń­ska

Patrząc pod­czas pierw­sze­go roku na Debo­rę Smith i jej naj­lep­sze­go przy­ja­cie­la Wal­te­ra Apple­bee, nauczy­cie­le byli świę­cie prze­ko­na­ni, że z tej dwój­ki to Wal­ter oka­że się oso­bo­wo­ścią iście wybit­ną. Szyb­ko oka­za­ło się jed­nak, że pan­na Smith nie da się zepchnąć w cień. Jako zało­ży­ciel­ka i trzy­krot­na sekre­tarz klu­bu Dzie­dzicz­ki Her­mio­ny Debo­ra cie­szy­ła się w Hat­stall nie­wy­obra­żal­nym auto­ry­te­tem. Podob­nie rzecz ma się też w Mini­ster­stwie pomi­mo pozor­nie skrom­ne­go sta­no­wi­ska. Mówi się zresz­tą, że w momen­cie, gdy Debo­ra wyra­zi naj­mniej­szą chęć opusz­cze­nia Urzę­du Nie­wła­ści­we­go Uży­cia Pro­duk­tów Mugo­li, cze­ka na nią pół tuzi­na pro­po­zy­cji awan­su. Na razie nie wyda­je się jed­nak, by się na to zanosiło.

Popiełek

Susan Spen­cer, malar­ka, roz­chwy­ty­wa­na twór­czy­ni magicz­nych por­tre­tów. Cza­row­ni­ca mugol­skie­go pocho­dze­nia, wycho­wan­ka domu Popieł­ka. Pia­sto­wa­ła sta­no­wi­sko pre­zes klu­bu Dzie­dzicz­ki Her­mio­ny, jed­nak­że tyl­ko przez jeden dzień.
Rola żeń­ska

Nie było chy­ba w Hat­stall Popieł­ka bar­dziej ste­reo­ty­po­we­go niż Susan Spen­cer. Mer­lin obda­rzył ją wszel­ki­mi talen­ta­mi, zło­śli­wie odma­wia­jąc jej jed­nak zde­cy­do­wa­nia. Śred­nio raz w mie­sią­cu Susan odkry­wa­ła w sobie miłość do nowej dys­cy­pli­ny arty­stycz­nej, któ­ra nie­odmien­nie mija­ła tuż po odsło­nię­ciu nowe­go dzie­ła. Dopie­ro magicz­ne malar­stwo por­tre­to­we zatrzy­ma­ło na dłu­żej uwa­gę artyst­ki, jed­nak po kil­ku latach rów­nież i ono stra­ci­ło swój urok. Susan, nie mogąc się opę­dzić od klien­tów, posta­no­wi­ła porzu­cić swo­ją pra­cow­nię w Hog­sme­ade i zająć się wyłącz­nie pra­cą w ple­ne­rze. A tak się aku­rat zło­ży­ło, że oko­li­ce kam­pu­su Hat­stall sły­ną z malow­ni­czych plenerów. 

Niko (Nino) Dadia­ni, nauczy­ciel Klątw w Durm­stran­gu, dele­gat gru­ziń­skiej spo­łecz­no­ści wil­ko­ła­ków do Mię­dzy­na­ro­do­wej Kon­fe­de­ra­cji Cza­ro­dzie­jów. Cza­ro­dziej czy­stej krwi, pod­czas poby­tu w Hat­stall nale­żał do domu Popieł­ka. Przez jakiś czas udzie­lał się w sto­wa­rzy­sze­niu Mago­wie Gai. 

Gdy do Durm­stran­gu dotar­ło zapro­sze­nie na zjazd absol­wen­tów Hat­stall, wszyst­kie oczy zwró­ci­ły się w stro­nę nauczy­cie­la Klątw. W koń­cu spę­dził on kie­dyś w Hat­stall cały rok w ramach wymia­ny. Z pew­no­ścią chciał­by raz jesz­cze zoba­czyć swo­ją sta­rą szko­łę, praw­da? Niko Dadia­ni zgo­dził się bez namy­słu, zże­ra­ny cie­ka­wo­ścią, jak też mają się jego sta­rzy zna­jo­mi. Na pew­no mają mu tyle do opo­wie­dze­nia! A i on sam nie zamie­rza im żało­wać sma­ko­wi­tych plo­te­czek z kon­ty­nen­tu. Mając do czy­nie­nia z Mię­dzy­na­ro­do­wą Kon­fe­de­ra­cją Cza­ro­dzie­jów, trud­no nie dowie­dzieć się tego i owego.

Teren­ce (Tere­sa) War­wick, pra­cow­nik Urzę­du Nie­wła­ści­we­go Uży­cia Pro­duk­tów Mugo­li, były mago­me­dyk. Cza­ro­dziej pół­krwi i wycho­wa­nek domu Popieł­ka, czło­­nek-zało­­ży­­ciel klu­bu Być Jak Har­ry Pot­ter oraz skarb­nik klu­bu Mugol­skie Specjały.

Teren­ce nigdy nie nale­żał do naj­ja­śniej­szych gwiazd na fir­ma­men­cie. Nie ozna­cza to jed­nak, że nie chciał być jed­ną z nich. Dla­te­go też wybrał trud­ną karie­rę Mago­me­dy­ka i uda­ło mu się osią­gnąć pew­ne suk­ce­sy na oddzia­le Wypad­ków Przed­mio­to­wych. Nikt nie wie, co się wła­ści­wie sta­ło, ale pew­ne­go dnia Teren­ce po pro­stu zre­zy­gno­wał z karie­ry Medy­ka, a pod koniec mie­sią­ca pra­co­wał już w Urzę­dzie Nie­wła­ści­we­go Uży­cia Pro­duk­tów Mugo­li. Podob­na decy­zja jest tym bar­dziej nie­zro­zu­mia­ła, że Teren­ce zawsze uwa­żał Ranve­era Bhat­ta­cha­ryę za swo­je­go ido­la i nie pra­gnął nicze­go tak bar­dzo, jak tego, by szkol­ny mago­me­dyk pew­ne­go dnia uznał go za rów­ne­go sobie.

Demimoz

Asma (Asad) Sha­fiq, wytwór­czy­ni magicz­nych mio­teł. Cza­row­ni­ca czy­stej krwi i wycho­wan­ka domu Demi­mo­za. Człon­ki­ni Klu­bu Elik­si­rów, pomi­mo że nie poja­wi­ła się chy­ba na żad­nym jego spotkaniu.

Asma Sha­fiq od zawsze żyła na wła­snych zasa­dach. Jej non­kon­for­mizm w połą­cze­niu z abso­lut­nym bra­kiem uro­ku oso­bi­ste­go spra­wił, że nie otrzy­ma­ła zapro­sze­nia od żad­ne­go z klu­bów Hat­stall. Dopie­ro inter­wen­cja współ­lo­ka­to­rek zaowo­co­wa­ła przy­ję­ciem Asmy do Klu­bu Elik­si­rów, ale nie ma pew­no­ści, czy w ogó­le to zauwa­ży­ła. Po skoń­cze­niu szko­ły Asma zosta­ła wytwór­czy­nią magicz­nych mio­teł, cechu­ją­cych się obok solid­ne­go wyko­na­nia nie­ba­ga­tel­ną pręd­ko­ścią mak­sy­mal­ną. Cho­dzi jed­nak plot­ka, że sama Asma, jeśli nawet umie latać, to w bar­dzo pod­sta­wo­wym zakresie.

Loret­ta Grey-Mal­kin, pro­jek­tant­ka magicz­nej mody, zro­bi­ła osza­ła­mia­ją­cą karie­rę w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Cza­row­ni­ca pół­krwi, Demi­moz, zawie­szo­na in per­pe­tu­um człon­ki­ni klu­bu Dzie­dzicz­ki Her­mio­ny.
Rola żeń­ska

Loret­ta Grey-Mal­kin zdo­by­ła sobie w Hat­stall wąt­pli­wą sła­wę oso­by, któ­ra stra­ci­ła naj­wię­cej punk­tów przez trzy lata z rzę­du i to pomi­mo bycia pil­ną, z regu­ły spo­koj­ną uczen­ni­cą. Jak to moż­li­we? Gdy każ­de­go dnia tra­ci się po pięć-dzie­­sięć punk­tów za nie­prze­pi­so­wy ubiór, moż­na osią­gnąć napraw­dę impo­nu­ją­cy wynik. Potom­ki­ni dum­ne­go rodu Mal­ki­nów, mają­ce­go od nie­mal dwu­stu lat mono­pol na szkol­ne sza­ty, upodo­ba­ła sobie stro­je wyłącz­nie mugol­skie. Nikt nie mógł się spo­dzie­wać, że kil­ku­let­ni pobyt w Sta­nach Zjed­no­czo­nych prze­mie­ni to wiecz­nie nie­chluj­ne i naje­żo­ne ćwie­ka­mi kacząt­ko w jed­ną z naj­ja­śniej­szych gwiazd magicz­nej mody. Cho­dzą plot­ki, że jej powa­la­ją­ce kre­acje wie­czo­ro­we poja­wia­ją  się też nie­kie­dy na mugol­skich czer­wo­nych dywanach.

Joce­lyn (Joel) Stan­ho­pe, pra­cow­ni­ca Urzę­du Nie­wła­ści­we­go Uży­cia Pro­duk­tów Mugol oraz zna­na w pew­nych krę­gach oso­bo­wość radio­wa. Cza­row­ni­ca pół­krwi, wycho­wan­ka domu Demi­mo­za, sekre­tarz klu­bu Mugol­skie Spe­cja­ły. Nie­gdyś czyn­nie dzia­ła­ła w sto­wa­rzy­sze­niu Mago­wie Gai, obec­nie nale­ży do par­tii Dzie­ci Gai.

Jako jed­na z nie­wie­lu uczen­nic Joce­lyn szcze­rze inte­re­so­wa­ła się ofe­ro­wa­nym jako zaję­cia dodat­ko­we Wróż­biar­stwem. I wyda­je się, że fak­tycz­nie posia­da pewien dar, a przy­naj­mniej dar wygła­sza­nia mgli­stych, acz głę­bo­kich stwier­dzeń, któ­re prę­dzej czy póź­niej oka­zu­ją się być mądrzej­sze, niż kto­kol­wiek mógł­by się spo­dzie­wać. Od wie­lu lat Joce­lyn pro­wa­dzi w Cza­ro­dziej­skiej Roz­gło­śni Radio­wej popu­lar­ną audy­cję “Znak zodia­ku daje ci znak”. Nie prze­szka­dza to jej jed­nak zaj­mo­wać się mate­ria­mi bar­dziej przy­ziem­ny­mi — na co dzień  Joce­lyn pra­cu­je w Mini­ster­stwie Magii.

Wymagania

Aby w peł­ni cie­szyć się grą, nale­ży znać w pod­sta­wo­wym zakre­sie histo­rię oraz uni­wer­sum opi­sa­ne w powie­ściach z serii “Har­ry Potter”.

Infografiki

Wymagane stroje

Gra wyma­ga wcze­śniej­sze­go przy­go­to­wa­nia stroju.

No pain

No pain, czy­li dozwo­lo­ny kon­takt nie­spra­wia­ją­cy dyskomfortu.

W grze pojawia się tematyka dyskryminacji bądź wykorzystania

Gra poru­sza tema­ty­kę dys­kry­mi­na­cji, bądź wykorzystania.

Przewiń do góry